Kafle
Czy zapomniał pan, że obaj — pan i Jemmy — pierwsi byliście gotowi pośpieszyć z pomocą? A teraz nie mogę na was polegać...
— Do licha! Takiego wyrzutu nie ścierpię! Z przychylności do pana dałem przyrzeczenie, więc nie powinien mi pan zarzucać, że go nie dotrzymałem. A więc jadę z wami, ale tylko pod jednym warunkiem!
— Proszę, niech pan powie! Spełnię go, o ile tylko to będzie w mojej mocy.
— Podkradniemy się do Siuksów Ogallalla tylko po to, aby stwierdzić, czy pański ojciec jeszcze żyje, ale nie będziemy próbowali go uwolnić.
— Dobrze, zgoda.
— Pięknie! Wyobrażam sobie, co się dzieje w pańskim sercu.
W takiej sytuacji odbierałby po prostu to co do niego należy - zaprzedaną duszę człowieka, który chciał go przechytrzyć.
Prześledźmy jeszcze raz losy Julesa i Vincent’a. Okala ich opatrzność boska. Bóg chce im dać jeszcze jedną szansę, gdyż zbłądzili i zaprzedali duszę diabłu. Dlatego też kule przechodzą przez nich, za ich plecami widzimy dziury po kulach, oni nie są jednak nawet draśnięci.
Trzeba je tylko kłaść na ogień.
— Panu, zdaje się, to bardzo dogadza!
— Myślę! — roześmiał się Jemmy gładząc się po brzuchu.
— A czego pan ma
kafle wiele, tego zdaje się, brak pańskiemu towarzyszowi.
— Ponieważ dostaje tylko połowę wiktu. Nie muszę mu dorzucać jadła, żeby na tym nie straciła jego uroda, gdyż zabrałem go ze sobą jako straszydło, aby odganiać od siebie niedźwiedzie i Indian.
Magnatka niezwruszona pewnie stwierdza dobre portfele.